Magia
jest tym, czego nie wiesz.
Jack
i Eleanor Smith z najładniejszego domu
numer 15 przy Raithin
Road mogli powiedzieć o sobie tyle, że są
najbardziej bez uczuciowymi ludzi w Dortmundzie. Byli uważani za
dziwnych i tajemniczych ludzi.
Jack Smith był właścicielem firmy
produkującej laptopy. Był to młody i przystojny mężczyzna. Tymczasem jego żona
Eleanor Smith była otyłą rudowłosą kobietą z zielonymi oczami którymi
zainteresował się Pan Smith bo cóż, że innego mógł w niej widzieć. Mieli oni
dwoje dzieci 13-letnią Kornelię i 2-letniego Niko.
Smithowie mieli jak już wspomniałam
najładniejszy dom w okolicy ich zamieszkania. Jak w każdy poniedziałek Pan
Smith zawiózł Kornelię do szkoły a Pani Smith zajmowała się swoim drugim
dzieckiem w domu.
Państwo Smithowie w stu procentach
nie mieli niczego do ukrycia. Przynajmniej tak by się wydawało. Było wiadome,
tylko przez nich, że Jack Smith ma szwagierkę z magicznymi zdolnościami. Cała
rodzina była z tego powodu zachwycone oprócz niego. Jego rodzice chcieli aby
ten także znalazł sobie żonę Kornole. Tylko, że on tego nie chciał. Cała
rodzina nie liczyła się z jego zdaniem. Tylko, że mieli pewien problem, Kornola
nie łatwo było znaleźć. Kornole nie mogły wyjawiać, że mają magiczne zdolności,
więc i tym razem tak nie było. Rodzice Jacka szukali kobiety dla niego kiedy on
układał już sobie życie. Do tej pory a minęło już 15 lat nie udało się im
znaleźć Kornola - Kobiety.
Kiedy Smithowie wstali rano pewnego
nudnego, deszczowego piątku, od którego zaczyna się w ogóle ta opowieść Jack
zawiązywał krawat nucąc jakąś piosenkę z radia. Eleanor szykowała śniadanie dla
swoich pociech. Żadne z nich nie zauważyło dziwnych ludzi tańczących i
smiejących się za oknem.
O dziewiątej trzydzieści Pan Smith
pocałował swoje dzieci w oba policzki oraz swoją żonę w usta. Gdy tylko wyszedł
z domu został gromko powitany przez jak później zrozumiał Kornole. Jack Smith
nie miał zielonego pojęcia co się dzieje więc próbując przedostał się przez tłum
ludzi do samochodu zachodził w głowę co się właściwie dzieje. Nie dowiedział
się od razu. W Dortmundzie naprawdę nie było gdzie zobaczyć tak dużej ilości
ludzi a co dopiero pod ich domem! To było naprawdę dziwne. Pan Smith wyjechał
spod swojego domu pełen obaw. Wkrótce jechał już drogą do swojej firmy.
Wszędzie gdzie spojrzał widział ludzi z dziwnymi znamiami. Ale nie przejął się tym
a to naprawdę powinno mu dać do myślenia. Ludzie chichotali tańcząc na środkach ulic i nie wiedzieć dlaczego nikogo to nie obchodziło. Oprócz Jacka Smitha. Bał się, że to "oni" ci "Kornole" ale to co usłyszał stojąc na czerwonym świetle całkowicie wyprowadziło go z równowagi.
Pan Smith przeraził się. Odkąd sięga pamięcią po raz pierwszy. To było nie dorzeczne! Oni mówili, że to właśnie w Dortmundzie ten ich stwórca po raz pierwszy od bardzo dawna podzielił się swoją mocą i do tego z DZIEWCZYNKĄ! Kompletnie nie trzyma się kupy. Pan Smith wie od swojej nie ulubionej szwagierki, że ostatnim kornolem, który dostał moc od samego Magicjana jest wielki mistrz Otto. Dlaczego więc on znów się pojawił i to akurat tutaj! W jego mieście! Gdzieś, gdzie miał nadzieję, nigdy więcej ich nie spotkać! Tak zastanawiając się, Pan Smith jechał ulicami miasta do swojej pracy. Tymczasem w jego domu, jego kochana żona zajmowała się domem a dzieci zajmowały się sobą. Nie wiedział, że to właśnie jego córka została obdarzona tą niezwykłą mocą.
Hm... Minął ponad rok, prawie dwa... a ty nie dodałaś rozdziału...
OdpowiedzUsuń